GDZIE: Radzionków. woj. śląskie
CO: Bitwa do której nie doszło, czyli pozostałości linii B2 w Radzionkowie

Jako mali chłopcy, spragnieni wrażeń, zwykliśmy spędzać całe dnie na pobliskich polach. Pewnego dnia, który nie zapowiadał się być inny od pozostałych, natrafiliśmy na coś, co przypominało betonowy okrąg wystający spod ziemi. Wtedy, nieświadomi jeszcze, na co natrafiliśmy, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że spotkaliśmy się z kawałkiem historii, która miała wielkie znaczenie, dla naszych przodków. Tego samego dnia, zafascynowani znaleziskiem, dostrzegliśmy następny, jak się potem okazało bunkier. Podbiegliśmy do niego, po to, by w ciągu kilku chwil dostrzec następny, a za nim następny. Najbardziej jednak fascynujące jest to, że mieliśmy sposobność porozmawiać o tym z naszymi dziadkami i babciami, którzy są żywymi świadkami owej historii. Dowiedzieliśmy się o niemieckich przygotowaniach do obrony Radzionkowa w styczniu 1945, o strachu jego mieszkańców, którzy przygotowywali piwnice do pełnienia funkcji schronów, gromadzili żywność, opał i wodę. Nocami odbywały się nielegalne „świniobicia” a mięso i przetwory skrzętnie ukrywano. Jednak przede wszystkim opowiadano o ogromnej uldze wynikającej z faktu, że do bitwy jednak nie doszło i Radzionków wyszedł z zawieruchy wojennej w miarę obronną reką.
Jako uczniowie liceum, namówieni przez naszego Historyka postanowiliśmy zinwentaryzować kochbunkry znajdujące się na terenie miasta Radzionków. Powód jest prosty– stanowiska obronne niszczeją, a tematyka planowanej obrony Radzionkowa jest w publikacjach dotąd nieruszona. Poniżej przedstawiamy efekt naszej długotrwałej pracy:
Linia obronna B2
Radzionków miał wchodzić w skład linii obronnej B2

Była ostatnią linią obrony Górnego Śląska przed nacierającą armią radziecką. Stellung B2 była przygotowana do obrony okrężnej. Włączono w nią polskie fortyfikacje z 1939 oraz różne przeszkody naturalne. Całość była połączona systemem transzei. (Na zdjęciu widać dobrze zachowaną pozostałość transzei) Jak pisał niemiecki generał Hans von Ahlfen w książce „Walki o Śląsk 1944-45”:
„Robotnicy budowlani-rekrutowani wyłącznie pośród ludności-zostawili wezwani i oddani do dyspozycji przez organizacje partyjne(gauleiter-kreisleiter-ortsgrup-penfuhrer).Ich zgromadzenie, powołanie i odwołanie, zakwaterowanie, wyżywienie i wyposażenie stanowiły potężne dzieło. Sztabom saperskim i budowlanym udało się przy pomocy tej w większości nieprzeszkolonej siły roboczej ci, którzy przeszli przeszkolenie, pracowali w przemyśle zbrojeniowym i wydobywczym-do początku zimy - w znaczącym stopniu rozbudować obie umocnione pozycje polowe. Składały się one z licznych stanowisk bojowych, schronów , bunkrów, pozycji artyleryjskich, stanowisk dowodzenia i przygotowanych pozycji do aktywnej obrony przeciwpancernej, w pewnej części stanowiących nowe konstrukcje. Chronił je ciągły pas zasieków z drutu kolczastego oraz, również ciągły, rów przeciwczołgowy. I jedno i drugie miało ponad 150km długości. Luki pozwalające na ich zamknięcie przewidziano jedynie na trasach przelotowych. Nie trzeba chyba opisywać, jakie trudności wszelkiego rodzaju-natury organizacyjnej, technicznej, materialnej i osobistej, od najwyższego dowództwa aż po najmniejszą grupę robotników-musiano przezwyciężyć. (…)
Bardzo ważnym elementem linii B-1 i B-2 były kochbunkry. Były one produkowane jako gotowe elementy, które przywożono i wsadzano do ziemi w przeznaczonych dla nich miejscach. Nazwa wywodzi się stąd, że wymyślił je gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch. Kochbunkier nie gwarantował bezpieczeństwa żołnierzowi w nim ukrytemu, gdyż droga ucieczki była trudna, a sam bunkier był na tyle wąski i ciasny, że gdy żołnierz rosyjski wrzucił granat, albo puścił salwę z miotacza ognia, żołnierz niemiecki ginął w okropnych męczarniach. Jednak biorąc pod uwagę trudną sytuację gospodarczą, jego zaletą był niski koszt wykonania. „Garnek Kocha” chronił też od pocisków małego kalibru i od niewielkich odłamków. W sumie jednak był to desperacki krok Hitlera, gdyż przełamanie obrony było tylko kwestią czasu.

Wiadukt kolejowy pomiędzy Rojcą a Radzionkowem, do dziś posiada komory na ładunki wybuchowe. Gdyby Niemcy go wysadzili sparaliżowaliby ruch na trasie Bytom – Tarnowskie Góry, a Radzionków stałby się trudno dostępną twierdzą.
Dlaczego więc (na szczęście dla mieszkańców i miejscowości) do bitwy nie doszło? Wspomniany niemiecki oficer pisze:
„wspomniane już pozycje B-1 i B-2, na wschodzie położone bliżej, a na północnym wschodzie dalej od okręgu przemysłowego, bez dostatecznej obsady nie przyniosły wystarczających korzyści, dla jakich je wzniesiono. Jak wiadomo, budowniczy tych pozycji, gen.dr Benicke na próżno żądał na początku stycznia obsadzenia i przynajmniej przez oddziały Volkssturmu. Wymowny jest jego raport, dotyczący rozkazu wydanego z opóźnieniem 14 stycznia: „Jak przewidywano, natychmiast okazało się, że bataliony Volksstrumu wprowadzone na pozycje, podlegającego kierownictwu partii w Katowicach, nie mogą być przez nie dowodzone, a już na pewno nie zaopatrywane. Bataliony, które miały obsadzić południową cześć strefy umocnionej, dotarły jeszcze w porę na pozycję, jednak zostały szybko wykorzystane z przodu, przez znajdujące się w odwrocie oddziały do wypełnienie luk i w większości zostały starte. Same pozycje wykorzystano w odwrocie jedynie przelotnie i nie broniono ich. Bataliony części środkowej, w swej bezradności podporządkowane działającym tam sztabom pionierów, wymieszały się z wycofującymi się oddziałami frontowymi; były one w stanie utrzymać pozycje jedynie przez krótki czas i szybko je poddały z uwagi na sytuację na północy. Bataliony przewidziane na północna cześć , które miały do przebycia najdłuższą drogę ,zostały przez kierownictwo partii poprowadzone prosto do katastrofy. W prawdzie tamtejsze sztaby pionierów, w raz z personelem i siłami policyjnymi zgodnie z rozkazem zdołały jeszcze wypełnić luki w zaporach przeciwpancernych i zasiekach z drutu kolczastego, wysadzając mosty oraz drogi, i zakończyły inne rozpoczęte przygotowania, ale niebronioną przeszkodę można przeskoczyć w bardzo krótkim czasie. Rosyjskie czołgi, które już 17 stycznia zajęły Częstochowę, wdarły się w pochód Volksstrumu i zniszczyły go. W obliczu skutków opisanych tu błędów dowodzenia, budowa pozycji poszła zupełnie na marne”.
Ciekawe świadectwo dał w kronice parafialnej ówczesny proboszcz ks. Józef Knosała:
„Nasz radzionkowski volksstrum nie wyróżnia się, stąd wielu volksstrumistów z Zabrza i Nysy. Licznym naszym ludziom odebrali karabiny, amunicje i płaszcze. Ligensa, dowódca VS pożegnał się wczoraj ze swoimi ludźmi i udał się do szpitala, na podstawie świadectwa lekarskiego. Popołudniu wiadomość albo pogłoska, raczej z Bytomia, że kapitan VS i 160 ludzi rozstrzelano, bo nie chcieli już walczyć. Na tę wieść Ligensa wrócił i od jutra ma na nowo zorganizować VS, w oparciu o zaostrzoną dyscyplinę. VSmista dostał postrzał w brzuch i leżal koło ratusza, na ulicy. Zwrócono na rannego uwagę dwu przechodzącym żołnierzom, Ci ponoć odpowiedzieli: „co nas obchodzi jakiś volksstrumista!”. Volksstrum dostał rozkaz wycofania się do Stolarzowic”
Kochbunkry niszczeją, transzeje są coraz mniej widoczne, w schronie z 1939 roku szukają dachu nad głową bezdomni….. Co zrobić, aby ocalić ten nasz kawałek historii? Rzecznik Urzędu Miasta a zarazem historyk pan Jarosław Wroński powiedział nam, że urząd planuje wydzierżawienie gruntu na którym jest schron z 1939 roku i najbliższe kochbunkry. W miarę posiadanych środków obiekty zostaną wyremontowane a być może powstanie mini skansen z odtworzonym fragmentem linii B2. Urząd Miasta w tym roku chce też wydać mapę poświęconą militarnym zabytkom Radzionkowa.
KTO: Kacper Horzela, Dawid Kalinowski, Kl 2a
Opieka: Marek Minas